CEE to nie jest jeden rynek. Dlaczego Czechy i Rumunia wymagają zupełnie różnych strategii e-commerce?
Przez lata Europa Środkowo-Wschodnia była dla polskich e-commerce’ów naturalnym kierunkiem ekspansji. Bliskość geograficzna, relatywnie niskie bariery wejścia oraz rosnąca popularność zakupów online sprawiły, że firmy zaczęły traktować region CEE jako logiczne przedłużenie rynku krajowego. W praktyce bardzo często wygląda to podobnie: tłumaczenie sklepu, uruchomienie dostaw, kampanie performance i wejście na kolejne rynki według jednego, sprawdzonego modelu.
I właśnie tutaj pojawia się największy problem.
Bo choć Czechy i Rumunia regularnie trafiają do tych samych strategii ekspansji, w rzeczywistości funkcjonują według zupełnie innych mechanizmów zakupowych. Różnią się nie tylko preferowanymi metodami dostawy czy rolą marketplace’ów, ale przede wszystkim sposobem budowania zaufania, podejmowania decyzji i interpretowania komunikacji marketingowej.
To dlatego sklepy, które świetnie radzą sobie w Czechach, często mają problem z konwersją w Rumunii – i odwrotnie.
Dwa rynki, dwa zupełnie różne modele decyzji zakupowej
Największa różnica między Czechami a Rumunią nie dotyczy logistyki ani kanałów sprzedaży. Dotyczy momentu, w którym klient podejmuje decyzję zakupową i tego, co realnie na nią wpływa.
W Czechach decyzja zapada wcześnie. Proces zakupowy ma charakter uporządkowany i analityczny. Klient porównuje oferty, sprawdza parametry, oceny i warunki dostawy, zanim przejdzie do zakupu. To jeden z najbardziej rozwiniętych i konkurencyjnych rynków e-commerce w Europie, regularnie wskazywany jako lider pod względem liczby sklepów internetowych w przeliczeniu na mieszkańca. W takim środowisku użytkownik nie szuka inspiracji, tylko najlepszego wyboru.
Kluczową rolę odgrywają porównywarki cenowe, takie jak Heureka, Zboží.cz, Glami czy FAVI, które są naturalnym elementem ścieżki zakupowej. Około 90% czeskich użytkowników porównuje oferty przed zakupem, a ponad 80% sprawdza opinie i oceny produktów . Zakup jest procesem weryfikacji, a nie impulsem.
W Rumunii mechanizm wygląda zupełnie inaczej.
Tutaj decyzja zakupowa znacznie częściej zaczyna się od emocji. Około 60% konsumentów deklaruje, że kupiło produkt po zobaczeniu go w social mediach, a ponad 70% wykorzystuje media społecznościowe przy wyborze produktów . Pierwszym punktem styku z marką nie jest więc porównywarka, ale komunikacja wizualna, rekomendacja lub promocja pojawiająca się w feedzie.
To bardzo charakterystyczny model: emocja inicjuje zakup, ale zaufanie go finalizuje.
Rumuński klient jest bardziej otwarty na nowe marki i chętniej testuje nowe oferty, ale jednocześnie jego decyzja jest silnie powiązana z poczuciem bezpieczeństwa. Ponad 60% decyzji zakupowych opiera się na promocjach i rabatach, a aż 83% klientów zwraca uwagę na koszt dostawy. W praktyce oznacza to, że proces zakupowy przebiega warstwowo: zaczyna się od impulsu, przechodzi przez etap porównania, a kończy dopiero wtedy, gdy klient uzna zakup za bezpieczny.
I właśnie dlatego marketing, UX i logistyka pełnią w obu krajach zupełnie inne funkcje.

Czechy: rynek doświadczenia, porównywarek i przewidywalności
Czeski e-commerce jest rynkiem dojrzałym i mocno „systemowym”. Klient oczekuje przewidywalności, logicznego procesu oraz pełnej transparentności. Zaufanie budowane jest nie przez emocje, ale przez jakość doświadczenia zakupowego.
W praktyce oznacza to, że ogromne znaczenie ma:
- poprawny język,
- obecność opinii,
- jasne warunki zwrotów i dostawy,
- dobrze zaprojektowany checkout,
- spójność komunikacji.
Każdy element procesu musi działać zgodnie z lokalnym standardem. Nawet drobne błędy językowe czy nieczytelny formularz mogą obniżać wiarygodność sklepu. Nieprzypadkowo poprawny język czeski jest wskazywany jako jeden z kluczowych elementów budowania zaufania na tym rynku.
Czechy są również jednym z najbardziej „porównywarkowych” rynków e-commerce w Europie. Dla czeskiego konsumenta proces zakupowy bardzo rzadko zaczyna się bezpośrednio w sklepie internetowym. Znacznie częściej punktem wyjścia jest porównanie ofert, opinii i parametrów produktu. Platformy takie jak Heureka, Zboží.cz, Glami czy FAVI pełnią w czeskim e-commerce znacznie większą rolę niż na wielu innych rynkach regionu.
Heureka jest nie tylko porównywarką cenową, ale de facto elementem systemu zaufania całego rynku. Opinie użytkowników, oceny sklepów czy oznaczenia jakości mają realny wpływ na decyzję zakupową i bardzo często decydują o tym, czy klient przejdzie do checkoutu. Obecność w porównywarkach nie jest dodatkiem do strategii sprzedaży – dla wielu kategorii staje się warunkiem widoczności i wiarygodności marki.
Duże znaczenie ma również lokalny ekosystem cyfrowy skupiony wokół Seznam.cz, który nadal pozostaje jednym z najważniejszych graczy internetowych w Czechach i dla wielu użytkowników pełni funkcję „lokalnego internetu”. Zboží.cz, należące właśnie do Seznamu, jest naturalnym miejscem wyszukiwania produktów i porównywania ofert, szczególnie dla użytkowników mniej związanych z globalnym ekosystemem Google.
To wpływa również na sposób prowadzenia komunikacji marketingowej.
Czechy nie są rynkiem agresywnej sprzedaży. Klienci nie reagują dobrze na przesadę, emocjonalny ton czy nadmierną presję zakupową. Skuteczniejszy jest przekaz rzeczowy, prosty i oparty na konkretach. Minimalizm, transparentność i funkcjonalność działają lepiej niż rozbudowane narracje sprzedażowe.
Marketing ma tu wspierać decyzję, a nie ją wymuszać.
Rumunia: rynek emocji, relacji i zaufania
Rumunia działa według zupełnie innej logiki. To rynek dynamiczny, szybko rosnący i silnie oparty na marketplace’ach. Szczególną rolę odgrywa eMAG, który dla wielu konsumentów jest nie tylko platformą zakupową, ale również mechanizmem budowania zaufania do sprzedawcy. Inne popularne marketplace to także Trendyol, Temu, Decathlon czy Compari.
Dla zagranicznych marek obecność na marketplace często staje się pierwszym etapem wejścia na rynek. Nie tylko ze względu na ruch, ale przede wszystkim dlatego, że marketplace ogranicza ryzyko po stronie klienta.
W warunkach niższego zaufania społecznego opinie, rekomendacje i doświadczenia innych użytkowników mają ogromne znaczenie . Klient musi mieć poczucie, że zakup jest bezpieczny, sklep osiągalny, a ewentualny problem będzie można łatwo rozwiązać.
Dlatego w Rumunii komunikacja marketingowa jest bardziej relacyjna i emocjonalna. Klienci oczekują naturalnego języka, lokalnych odniesień i komunikacji, która buduje poczucie bliskości z marką. Autentyczność ma większe znaczenie niż perfekcyjnie „korporacyjny” przekaz.
Widać to również w warstwie wizualnej. Rumuński e-commerce jest bardziej dynamiczny, kolorystycznie odważniejszy i silniej oparty na komunikacji wizualnej. Facebook, Instagram i coraz częściej TikTok pełnią funkcję nie tylko wizerunkową, ale bezpośrednio sprzedażową.
To rynek, w którym marketing bardzo często uruchamia proces zakupowy.
Marketing: ten sam komunikat, zupełnie inna interpretacja
To, co szczególnie mocno różni Czechy i Rumunię, to sposób interpretowania komunikatów marketingowych. W cross-border e-commerce nie wystarczy przetłumaczyć reklamy czy sklepu na lokalny język. Kluczowe jest zrozumienie, jak klient odczytuje przekaz w swoim kontekście kulturowym.
Ten sam komunikat może wywoływać zupełnie inną reakcję w zależności od rynku.
Dobrym przykładem jest hasło „szybka dostawa”. W Czechach klient oczekuje konkretu i przewidywalności – ważniejsza od samego określenia „szybko” jest dokładna informacja, kiedy przesyłka dotrze. Komunikat ma potwierdzać sprawność procesu, a nie budować emocję. W Rumunii „szybka dostawa” działa bardziej jako element ograniczający ryzyko i wspierający impuls zakupowy. Klient interpretuje go nie tylko operacyjnie, ale również emocjonalnie – jako sygnał, że zakup będzie prosty i bezproblemowy.
Podobnie wygląda kwestia promocji. W Czechach rabat jest analizowany i porównywany z innymi ofertami. Sam komunikat promocyjny nie wystarcza – klient chce mieć poczucie, że rzeczywiście podejmuje korzystną decyzję. W Rumunii promocja znacznie częściej pełni funkcję triggera zakupowego i uruchamia cały proces decyzyjny. To dlatego komunikacja oparta na okazjach cenowych, ograniczonej dostępności czy dynamicznych formatach reklamowych działa tam wyraźnie skuteczniej.
Różnice widać również w call to action. W Czechach zbyt agresywne CTA typu „Kup teraz” czy „Nie przegap okazji” może obniżać wiarygodność marki, ponieważ klient odbiera je jako próbę wywierania presji. Znacznie lepiej działają neutralne, funkcjonalne komunikaty. W Rumunii sytuacja wygląda odwrotnie – bardziej bezpośrednia komunikacja wspiera impuls zakupowy i zwiększa skuteczność kampanii.
To pokazuje, że w cross-border e-commerce nie optymalizuje się samego komunikatu, ale sposób jego interpretacji przez lokalnego odbiorcę.
Logistyka: największa różnica między rynkami
Największe różnice między Czechami a Rumunią szczególnie wyraźnie widać w logistyce.
W Czechach jest ona elementem doświadczenia zakupowego. Ma być szybka, wygodna i praktycznie niewidoczna. Klienci wybierają przede wszystkim automaty paczkowe i punkty odbioru, które odpowiadają za większość dostaw. Około 41% przesyłek trafia do automatów paczkowych, kolejne 29% do punktów odbioru, a dostawa do domu odpowiada za około 25% rynku.
Kluczowa jest wygoda i przewidywalność. Wysyłka cross-border jest akceptowalna, o ile nie wpływa negatywnie na czas dostawy i jakość komunikacji. Z perspektywy klienta cały proces powinien działać tak, jak lokalny e-commerce.
W Rumunii logistyka pełni znacznie ważniejszą rolę. Jest nie tylko operacją, ale elementem budowania zaufania i domknięcia sprzedaży.
Ponad 50% zamówień realizowanych jest z dostawą do domu, podczas gdy automaty paczkowe odpowiadają za około 25% dostaw, a punkty odbioru za około 17%. To zupełnie inna struktura niż w Czechach.
Co istotne, klient nie wybiera konkretnego kuriera. Wybiera formę dostawy. Dlatego w lokalnych checkoutach często eksponowany jest sposób doręczenia, a nie nazwa operatora logistycznego.
Ogromne znaczenie ma również płatność przy odbiorze. W modelu cross-border około 60% dostaw do domu realizowanych jest za pobraniem, a ponad 20% dotyczy automatów paczkowych. COD nie jest wyłącznie metodą płatności – jest mechanizmem ograniczania ryzyka zakupowego.
To właśnie dlatego logistyka w Rumunii staje się częścią procesu sprzedaży, a nie tylko zapleczem operacyjnym.

UX: gdzie naprawdę znika konwersja
W cross-border e-commerce UX nie jest już wyłącznie designem. Jest bezpośrednim elementem decyzji zakupowej.
W Czechach kluczowe znaczenie ma przejrzysty checkout, obecność opinii, logiczny proces oraz brak błędów językowych. Klient oczekuje doświadczenia zgodnego z lokalnym standardem i bardzo szybko wychwytuje wszelkie odstępstwa od niego.
W Rumunii największe znaczenie mają elementy związane z bezpieczeństwem procesu:
- dostępność COD,
- prostota formularza,
- jasne zasady zwrotów,
- przewidywalność dostawy.
Bardzo charakterystycznym przykładem jest sposób adresowania. Rumuni na co dzień nie posługują się kodami pocztowymi. Adres opiera się przede wszystkim na miejscowości i okręgu (județ), a czasem również gminie. Kopiowanie polskich formularzy z obowiązkowym polem kodu pocztowego prowadzi do błędów, porzuceń koszyka i problemów z doręczeniem.
Dlatego skuteczne wdrożenia wykorzystują rozwijane listy miejscowości i okręgów, integracje z bazami operatorów logistycznych oraz mechanizmy walidacji danych już na etapie zamówienia.
To właśnie takie detale najczęściej decydują o realnym wyniku sprzedaży.

Skalowanie nie polega na kopiowaniu
Największym błędem firm rozwijających sprzedaż w regionie CEE pozostaje kopiowanie jednego modelu sprzedaży między rynkami.
To, co buduje konwersję w Czechach, może obniżać ją w Rumunii. I odwrotnie.
Skuteczny cross-border nie polega na tłumaczeniu sklepu i uruchomieniu dostaw. Polega na zrozumieniu lokalnego mechanizmu zakupowego i dostosowaniu do niego:
- komunikacji,
- UX,
- logistyki,
- checkoutu,
- sposobu budowania zaufania.
Bo Czechy i Rumunia nie są dwoma podobnymi rynkami. Są dwoma zupełnie różnymi modelami e-commerce.
